wtorek, 11 sierpnia 2015

Rozdział czwarty

   Weszłam do domu zadowolona z obrotu spraw. Nie to, że lubię Louisa jakoś bardziej niż normalnego chłopaka. Po prostu, chciałabym zobaczyć jaki on jest. Zaintrygował mnie już po kilku minutach znajomości, chcę zobaczyć jaki jest na prawdę.
Cóż, jednak ubolewam trochę nad tym, że wie o mojej cukrzycy. Z tego nie jestem zadowolona.
Wpadłam na chwilę do kuchni, wzięłam butelkę wody i ruszyłam do swojego pokoju, żeby przeleżeć w łóżku cały dzień.
- - -
   Następnego dnia obudziłam się około dziesiątej rano. Po spławieniu Avy, rozłożyłam się na kanapie w salonie i oglądałam głupie seriale.
Tak, wiem. Nie powinnam spławiać mojej przyjaciółki, ale jestem na nią trochę zła. Ostatnia impreza była do bani, a ona zostawiła mnie samą na samym jej początku. Piłyśmy później razem, ale to szczegół.
-Cześć siostrzyczko- rzucił na powitanie Ethan, ale nawet nie zdążyłam zareagować, bo zniknął w swoim pokoju.
Po jakiś piętnastu minutach wyłonił się zza ściany i popędził w stronę wyjścia z wielką torbą, załadowaną zapewne ubraniami.
-Wyprowadzasz się?- krzyknęłam w jego stronę z uśmiechem. Odwrócił się gwałtownie i nieobecnym wzrokiem zaczął się na mnie patrzeć. Uniosłam brwi i zachęciłam go gestem ręki do mówienia.
-Ach, tak. Wyjeżdżam na parę dni pod namioty- ocknął się po chwili.
-Z kim jedziesz?- spytałam, żeby podtrzymać rozmowę. Nie obchodziło mnie to za bardzo, ale jednak.
Zaczęłam się wgapiać w ekran telewizora, oczekując jednak na jego odpowiedź.
-Z Lukiem, Tommym, Liamem, Louisem i paroma innymi osobami, których nie znasz- odpowiedział, zapewne wzruszając ramionami.
-Mogę jechać z wami?- spytałam, zanim zdążyłam dobrze pomyśleć. Odwróciłam się gwałtownie do niego.- Znaczy...
-Jasne, idź się spakuj- przerwał mi, a ja wytrzeszczyłam na niego oczy.
-Dzięki, i w ogóle- przytaknęłam i podkuliłam nogi pod brodę.- Czekaj, mam się teraz pakować?
-Jak nie chcesz, nie musisz, ale za dziesięć minut wyjeżdżamy, więc wypadałoby, żebyś to zrobiła- zaczął się śmiać, a ja rzuciłam w niego poduszką.- Co to miało być?
-Nie wiesz?- uniosłam jedną brew z cwaniackim uśmiechem.- Rzuciłam w ciebie poduszką, którą oberwałeś w głowę. O tak- mruknęłam, łapiąc kolejną poduszkę i celując nią w szatyna. Chłopak puścił torbę i szybko do mnie podszedł, zaczynając mnie łaskotać. Śmiałam się i krzyczałam, żeby mnie puścił, jednocześnie.
Gdy w końcu zostawił mnie w spokoju, leżałam zmęczona i spocona na kanapie, biorąc głębokie wdechy.
-Jesteś idiotą, idioto- mruknęłam, łapiąc się za brzuch. Chłopak złapał mnie za kostki i uniósł. Wisiałam głową w dół, podpierając się rękami o podłogę.- Puść mnie!
-Odwołaj idiotę- zaczął się śmiać.
-Nigdy- mruknęłam i zostałam podciągnięta jeszcze wyżej. Ethan stanął na kanapie, przez co nie już mogłam podpierać się o ziemię rękami.- Dobra, dobra! Odwołuję!
-I dobrze- wyrzucił na końcówce powietrza i położył mnie zgrabnie na kanapie.
-Idiota- szepnęłam do siebie, wstając.
-Co mówiłaś?- spytał mój brat, łapiąc za torbę z ubraniami.
-Powiedziałam, że idę się pakować- uśmiechnęłam się i wystawiłam mu język.
-Chłopaki stoją już pod domem, więc lepiej zrób to szybko- powiedział i wyszedł. Pognałam do pokoju i zaczęłam wyciągać różne rzeczy.
Po czterech minutach szaleńczego biegania po domu i zastanawiania się co jeszcze mogę wziąć, skończyłam się pakować. Stanęłam przy ścianie, położyłam ręce na biodrach i przebiegłam wzrokiem po pokoju. Zatrzymałam się na dużych książkach, a raczej ich okładkach, stojących na półce. Podeszłam do nich i przygryzłam wargę. Odsunęłam lewe okładki i spojrzałam na kolorowe pudełko z lekami na cukrzycę.
Może nie będą potrzebne? Gapiłam się na nie już dłuższy czas.
-Cholera- mruknęłam do siebie i podeszłam do szafy. Wyciągnęłam jakiś stary sweter i, łapiąc za pudełko, owinęłam je w materiał. Schowałam na dnie torby i ruszyłam na dół. Zabrałam telefon i słuchawki z salonu i wyszłam przed dom. Zamknęłam go na klucz i skierowałam do czarnego vana, przy którym stał Ethan.
-Myślałem, że zmieniłaś zdanie- zaśmiał się i odebrał ode mnie torbę, wrzucając ją do bagażnika i go zamykając.
-Ja się nigdy nie rozmyślam- puściłam mu oczko i podeszłam do drzwi. Zanim zdążyłam je odsunąć, ktoś ze środka, zrobił to za mnie.
-Jeżeli, kurwa, nie ruszy tej swojej dupy, zostanie- ten ktoś to Luke. Typowy dupek i jednocześnie najbliższy przyjaciel mojego brata. Zanim zdążył na mnie wpaść, zatrzymał się z sarkastycznym uśmiechem.- Widzę, że raczyłaś nas zaszczycić swoją obecnością i w końcu przyjść.
-Nie narzekaj, bo czekałeś jebane kilka minut. A teraz, z łaski swojej, rusz swoją grubą dupę i daj mi przejść- przewróciłam na niego oczami, a on trochę zaskoczony moją reakcją, posłusznie się odsunął. Weszłam do środka i, od razu po znalezieniu wolnego miejsca, usiadłam koło jakiegoś farbowanego blondyna. Samochód był pełny ludzi, dosłownie. Na samym tyle siedziało co najmniej sześć osób, a przecież nie widzę ile siedzi z przodu. Cóż, z zewnątrz wydaje się mniejszy.
Spojrzałam na Luke'a i cicho się zaśmiałam. Nadal stał w tym samym miejscu co przed chwilą, póki ktoś go nie szturchnął w tyłek. Nie spodziewał się czegoś takiego ode mnie, bo ostatni raz widział mnie w piątej klasie. Miałam wtedy aparat na zębach i trudno mnie było zrozumieć, a na dodatek byłam okropnie wkurwiająca.
-Nieźle mu dogadałaś, nie często ma takie zwiechy- odezwał się blondyn koło mnie. Odwróciłam się do niego i niepewnie zeskanowałam jego twarz. Miał niebieskie oczy i głupkowaty uśmiech, przez który było widać jego wszystkie, białe zęby.
-Umm, dzięki?- wydusiłam w końcu i już miałam zamiar się odwrócić, ale blondyn złapał moją dłoń i ucałował jej wierzch.
-Jestem Niall. A ty, słońce?- poszerzył swój uśmiech, a ja nie wiedziałam jak zareagować. Niall, ten, u którego byłam na imprezie?
-Niall! Zamknij ryj idioto, to moja młodsza siostra- krzyknął z przodu Ethan. Widocznie jechał z kierowcą i... innymi.
Blondyn spojrzał na mnie z pytaniem w oczach, a ja nieśmiało przytaknęłam. Przewrócił oczami i i burknął coś na kształt 'zawsze warto próbować'.
Uśmiechnęłam się delikatnie i odwróciłam do szyby. Wyciągnęłam słuchawki i włączyłam muzykę.
Mieliśmy wpaść jeszcze po kogoś, więc nie zareagowałam, czując, że samochód zwalnia.
Wzdrygnęłam się jednak, gdy ktoś dotknął mojego ramienia i gwałtownie odwróciłam. Napotkałam ślicznie błękitne tęczówki i wesoły uśmiech, majaczący na twarzy Louisa. Wyjęłam jedną słuchawkę z ucha i uniosłam brew.
-Siedzisz na moim miejscu, skarbie- podpowiedział.- Znajdź sobie inne.
-Chyba śnisz- zaśmiałam się i ponownie odwróciłam do szyby. Poczułam jednak, jak Louis szarpie mnie dość mocno za rękę, przez co musiałam się podnieść. Chłopak szybko przeszedł i usiadł tam, gdzie moja szanowna pupa jeszcze przed chwilą postanowiła odpocząć.-No i gdzie mam teraz usiąść?- spojrzałam na niego, mrużąc oczy. Szatyn z zadowoleniem poklepał swoje nogi, a ja przewróciłam oczami. Odwróciłam się do niego tyłem i, na szczęście, znalazłam kolejne wolne miejsce. Teraz, już na nieszczęście, obok Luke'a. Podeszłam szybko i bez słowa usiadłam. Nie było już tak wygodnie jak wcześniej, nie mogłam patrzeć przez okno i jeszcze siedział koło mnie Luke, ale nie usiadłabym na kolanach Louisa!
Resztę drogi spędziłam na słuchaniu muzyki, przyłapywaniu Lou na gapieniu się na mnie i spaniu. Było nudno i nabawiłam się bólu tyłka, ale to tylko mały szczególik. Wyszłam z auta i szybko podeszłam to Ethana.
-Nie chcę wyjść na panikarę, czy coś, ale gdzie ty chcesz rozbić namioty? W ogóle, gdzie my do cholery jesteśmy?- rozejrzałam się dookoła. Byliśmy w jakimś lesie, a że jechaliśmy mega długo, nawet nie wiem gdzie to może być.
-Jesteśmy w Szkocji w Cairngorms- wzruszył ramionami i zaczął wyciągać torby. Stałam jeszcze chwilę zdezorientowana, patrząc jak Luke i ktoś kogo nie znam ukrywają samochód pod jakąś siatką.- I nie będziemy tutaj się rozkładać. Przejdziemy kawałek dalej, bo nie da się tam dojechać autem.
-Czekaj, jak to jesteśmy w Szkocji?- zmarszczyłam brwi i popatrzyłam na brata.
-No normalnie- zaczął się śmiać i rzucił we mnie moją torbą.- Nie będę ci tego niósł.
-Jaki kawałek masz na myśli?- przymknęłam oczy, domyślając się co oznacza kawałek.
-Kilkanaście kilometrów, spokojnie- powiedział z głupim uśmiechem, Jęknęłam niezadowolona i poczekała jeszcze chwilę na Ethana, żeby zacząć z nim iść.
Szliśmy jako ostatni, a przed nami było jakieś dziesięć osób.
-Ethan, powiedz, że będzie jeszcze jakaś dziewczyna- mruknęłam w duchu, licząc na to, że przytaknie.
-Jedna. Dziewczyna Liama, Sophia- kiwną głową, a ja mentalnie zaczęłam skakać ze szczęścia. Nie myślałam o tym wcześniej. Usłyszałam tylko, że Louis też jedzie i... no wiecie. Taki impuls.
- - -
   Okazało się, że takie nielegalne wypady pod namioty do lasu w Szkocji to normalka. Robią to już trzeci rok, a ja, cholera, nic nawet nie wiedziałam.
Dotarliśmy tam po jakiś trzech godzinach, więc w sumie nie było tak źle.
Wróć. Było okropnie. Przesiedziałam osiem godzin na dupie, koło Luke'a, a teraz musiałam jeszcze zapieprzać do miejsca docelowego, bo nie można było tam dojechać autem. No i nadal pozostaje kwestia z namiotem.
Gdy wszyscy zaczęli się rozbijać, stałam i nie wiedziałam co robić.
-Czyżbyś nie miała z kim dzielić namiotu?- zaśmiał się Louis, który nie wiadomo skąd, pojawił się przy mnie.
-Aktualnie będę spała na drzewie. Wiesz jaka frajda?- przewróciłam oczami i nawet na niego nie spojrzałam. Chłopak zignorował moją uwagę.
-Mamy jedno wolne miejsce w namiocie-o irionio- i zastanawiałem się, czy może poszkodowana Blake nie zechciałaby się do nas przyłączyć.
-Nie jestem poszkodowana, zapamiętaj to. Nie wiesz o mnie praktycznie nic, więc dlaczego tak się do mnie przypieprzasz?- wyrzuciłam, w końcu się od niego odwracając.
-Myślałem, że po ostatnim chcesz, żebym się do ciebie przypieprzał- mówi o moim numerze. Dla czego ja mu go do cholery dałam?
-Nieważne, po prostu. Spierdalaj- podniosłam swoją torbę z ziemi i ruszyłam w stronę jakiegoś niewielkiego zbiornika wody.
To jest ten moment w filmie, w którym Louis zdaje sobie sprawę, że spieprzył i przybiega mnie przeprosić, tak?
Jednak nie.
__________
Przepraszam, że rozdział tak późno i że taki dupowaty.
Naprawdę, miało to wyglądać inaczej, ale nie mogę kazać Wam dłużej czekać :<
W następnym rozdziale zaczniemy od perspektywy Lou i mam nadzieję, że się Wam spodoba :>
Nic więcej nie mam do dodania, więc...
Do następnego! x

P.S. Czy ktoś to w ogóle jeszcze czyta?