wtorek, 23 czerwca 2015

Rozdział drugi

Ciągnęłam chłopaka za rękę przez całe pomieszczenie, póki nie dotarliśmy do kuchni. Na szczęście była pusta, a ja postanowiłam tego nie zmieniać, dlatego zamknęłam i zaryglowałam drzwi miotłą, stojącą w rogu.
-Chyba zaczynam się ciebie bać.- Mruknął szatyn, a ja przymknęłam powieki i uszczypnęłam się w czubek nosa.
-Człowieku. Jestem od ciebie niższa o jakieś piętnaście centymetrów, młodsza o pięć lat i w dodatku jestem kobietą. Czego ty się do cholery boisz?- Opuściłam rękę i popatrzyłam mu prosto w oczy.
-Tego! Twoich oczu i twojego groźnego wzroku!- Zaczął się śmiać, a ja postanowiłam puścić to mimo uszu. Zaczęłam przeszukiwać szafki w celu odnalezienia liści herbacianych. Natknęłam się na trzy metalowe puszki. Żadne nie była oznakowana, ale w każdej była jakaś herbata. Otworzyłam pierwszą i zaciągnęłam się jej słodkim zapachem.
-Earl Grey z kwiatem wiśni, może być?- Zerknęłam na szatyna znad pojemnika.
-Potrafisz wyczuć jaka herbata jest w środku?- Zapytał i rozdziawił usta. Podeszłam do niego i położyłam mu jedną rękę na ramieniu, drugą łapiąc jego podbródek i przymykając mu otwór gębowy.
-Jestem dzieckiem wychowanym w herbacie, to nic wielkiego.- Mruknęłam i odsunęłam się od chłopaka, łapiąc czajnik i wlewając do niego wody.
-Herbaciana Blake. Nie powiem, zaimponowałaś mi.- Zaśmiał się i podszedł do szafki znajdującej się nade mną. Otworzył ją i sięgnął do góry, po kubki, przez co nasze ciała prawie się stykały. Położyłam dłonie na jego klatce piersiowej i zdecydowanie odepchnęłam.
-Mogłam to zrobić. Na prawdę nie musisz na mnie włazić.- Zachichotałam, a chłopak odsunął się ode mnie trzymając dwa kubki.
-Bajkowe żółwie, czy raczej SpongeBob?- Zapytał, unosząc brew ku górze.
-Trochę godności. Poproszę żółwiki... Frajerze.- Ostatnie szepnęłam prawie bezgłośnie. Chłopak zdawał się je usłyszeć, ale odpuścił. Gdy woda się zagotowała, wrzuciłam torebeczki do środka i zalałam gorącą wodą do 3/4 wysokości kubka.
-Nie mów, że zalewasz zimną wodą.- Powiedział kpiąco.
-Żartujesz sobie?- Otwierałam wszystkie szafki po kolei.- W tej kuchni musi być gdzieś schowany... Mam.- Wyciągnęłam dużą butelkę rumu i uśmiechnęłam się do chłopaka.
-Taki pomysł jest okej.- Zaśmiał się i odebrał ode mnie alkohol, uzupełniając nim nasze kubki. Wzięłam pierwszego łyka napoju i omal się nie zakrztusiłam. Odstawiłam kubek na blat i zaczęłam pluć do zlewu.
-Widzę, że jesteś słabiakiem, hah.- Powiedział bezczelnie się uśmiechając. Chociaż tego nie widziałam, mogłam się założyć o milion funtów, że miał dokładnie taką samą minę jak ja przy piciu tego ohydztwa.
-To płyn do naczyń!- Mruknął po chwili z wyrzutem, opierając się tyłkiem o blat.
-Co ty nie powiesz.- Przewróciłam oczami i podeszłam, żeby zrobić to samo. Ja, niestety, jestem o wiele krótsza od chłopaka, dlatego do blatu sięgałam dopiero połową pleców.- Cholera jasna! Dupę mam za nisko.- Mruknęłam niezadowolona.
-Powiedziałbym raczej, że to twoje nogi są za krótkie, ale jak kto woli.- Wzruszył ramionami chłopak i dalej się na mnie bezczelnie gapił. Założyłam ręce pod piersiami i wyczekująco stukałam stopą o podłogę.- Co?
-Podsadź mnie. Nie dosięgam.- Obruszyłam się, a chłopak po krótkiej salwie śmiechu zrobił to, o co go prosiłam. Gdy wygodnie się usadowiłam na blacie, chłopak stanął pomiędzy moimi nogami i położył ręce na moich udach, zadziornie się przy tym uśmiechając.
-Łapki przy sobie, frajerze.- Powiedziałam, łapiąc go za rękawy kurtki i ściągając ze mnie jego dłonie.
-Skarbie, proszę. Mów mi Louis.- Powiedział i ponownie położył ręce na moich udach. Znowu je ściągnęłam, a on znowu je tam umieścił.
-Czego ty w ogóle chcesz?- Zapytałam lekko poirytowana.
-Buziaka.- Wyszczerzył się, pokazując zęby, a ja zaczęłam się śmiać.- Chociaż w policzka.- Wydął zabawnie dolną wargę, przez co mój śmiech tylko przybrał na sile.- Oj, no nie bądź taka.
-W policzek. Jeden całus i sobie pójdziesz.- Wystawiłam jednego palca, nadal cicho chichocząc.
-Jeśli tylko zechcesz.- Ponownie się uśmiechnął, co okej. Było słodkie. Położyłam ręce na jego barkach, a on odwrócił głowę, ukazując policzek. Zbliżyłam się do niego wargami, a chłopak w ostatnim momencie zwrócił głowę z powrotem do mnie, przez co nasze usta się zetknęły. Naparł swoimi wargami na moje, a z równą natarczywością oddałam pocałunek.
-Nie odsunęłaś się, to chyba dziwne?- Uniósł jedną brew zdziwiony, ale jednak zadowolony.
-Klasyczne zagranie, proszę pana. Klasyczne zagranie.- Powtórzyłam ciszej i znów zbliżyłam się do jego warg. Nudziło mi się, okej? A Louis całował całkiem przyzwoicie. Dobra, całował świetnie, i tylko dlatego nie przerwałam tej naszej małej sesji obściskiwania i nie dałam mu w ryj.
-Czyli ci się spodobało?
-I to jeszcze jak.- Mruknęłam, sunąc nosem po jego policzku i z powrotem wróciłam do jego ust, delikatnie je muskając. Po chwili nasz pocałunek przestał być tak niewinny. Chłopak położył jedną rękę na mojej talii, a drugą podtrzymywał mój kark. Złapałam jego górną wargę pomiędzy zęby i delikatnie pociągnęłam, dzięki czemu spotkałam się z cichym pomrukiem ze strony chłopaka. Po chwili odsunął się ode mnie i spojrzał w oczy. Jego tęczówki przybrały o wiele ciemniejszy i głębszy odcień. Z szaro-niebieskich zrobiły się prawie granatowe.
-Myślę, że powinienem już iść. Do zobaczenia, Blake.- Powiedział o wiele poważniej niż przed chwilą i wyszedł. Muszę przyznać. Zdziwił mnie dokładnie tak samo, co zaintrygował.

__________
Idę jak burza, wiem, wiem.
Nie wiem, kiedy pojawią się następne rozdziały. (Jak je napiszę, lmao)
Te dodałam tak szybko, bo chcę już być w spisie, sooo.
Pytań nie mam, czekam natomiast na opinie.
xoxo

Rozdział pierwszy

-Av... Nie wiem czy to dobry pomysł...- Mruknęłam, rozglądając się po ogromnym pokoju. Panował tu mrok, ale przełamany był różnokolorowymi światłami, wijącymi się od jednego kąta do drugiego kąta pokoju.- Ja nawet nie znam tego gościa!- Szepnęłam głośno do ucha blondynki.
-Nawet mnie nie wkurwiaj, Blake.- Blondynka zmierzyła mnie groźnym wzrokiem, przez co nie odezwałam się już słowem. Szłam posłusznie za nią, póki nie dotarłyśmy do grupki znajomych mojego brata.
-Ava nawet nie próbuj! Przyszłam tu z tobą, a ty uciekniesz do Liama? O nie!- Oburzyłam się i złapałam dziewczynę za rękę.
-Daj spokój! Rozluźnij się, znajdź jakiegoś przystojniaka. Wszystko będzie super!- Odparła beztrosko, a ja popatrzyłam na nią wzrokiem mordercy.- Ja idę się bawić, ty chyba też po to przyszłaś.- Wzruszyła ramionami, a ja chciałam wspomnieć, że nie zamierzałam nawet iść tutaj. Powstrzymałam się jednak i tylko wywróciłam oczami, odwracając się na pięcie i kierując w drugą stronę, wprost do tylnego wyjścia. Gdy znalazłam się już za drzwiami, a tłumy lekko podpitych nastolatków zaczęły się już przerzedzać, oparłam się o zimną ścianę i wypuściłam głośno powietrze. Podniosłam jedną nogę, kładąc stopę na ścianie i zaczęłam przeszukiwać kieszenie. Po chwili wyciągnęłam z jednej paczkę waniliowych papierosów i przeskanowałam mimowolnie ogród wzrokiem. Umieściłam szluga pomiędzy swoimi bladymi wargami i lekko zagryzłam filtr. Z innej kieszeni mojej dżinsowej kurtki wyciągnęłam zwykłą, białą zapalniczkę. Zaczęłam się nią bawić i myśleć. Nad wszystkim, albo w sumie nad niczym. Nieważne.
-Chyba zapomniałaś go podpalić.- Usłyszałam męski, aczkolwiek dość skrzeczący głos. Uniosłam wzrok, który zatrzymał się na wysokim mężczyźnie stojącym przede mną.  Włosy miał zaczesane do góry, jego był opięty białą koszulką, na którą zarzucił dżinsową katanę, podobną do mojej, tylko jaśniejsza. Na nogach miał ciemne rurki i czarne vansy. Zeskanowałam go jeszcze raz wzrokiem i skupiłam uwagę na twarzy. Oczy pochłaniały obserwatora swoim odcieniem błękitu, a usta były ułożone w zawadiackim uśmiechu. Widać było, że niedawno się golił, bo na jego policzkach nie można było zauważyć zarostu.
-Cóż za spostrzegawczość.- Odparłam ironicznie i wróciłam do kręcenia zapalniczką. Chłopak podszedł do mnie i wyrwał mi ją z palców, dokładnie się przyglądając.
-Fuck it all... Cóż za szczerość.- Przeczytał i zaśmiał się. Podniósł wzrok skanując moją twarz i zatrzymał się na ustach. Podniósł rękę i włączył zapalniczkę, zbliżając do mnie pomarańczowo-czerwony ogień. Podpalił papierosa i od razu wycofał rękę. Oddał mi moją własność i oparł się plecami o ścianę, stając w podobnej do mojej pozie. Zaciągnęłam się, czując jak mieszanka świeżego powietrza i dymu tytoniowego wypełnia moje płuca.
-Masz zamiar tu teraz tak stać i się na mnie gapić?- Powiedziałam po dłuższej chwili, marszcząc brwi i przyglądając się brunetowi.
-A co mam się nie gapić, jak masz taką śliczną buźkę?- Spytał, a ja zaczęłam się śmiać. Chłopak dołączył do mnie i ponownie zabrał głos.- To było tak okropnie żałosne.
-A no, było.- Rzuciłam resztkami śmiechu i ponownie zaciągnęłam się dymem.
-Nie jesteś za młoda na palenie? Ile ty w ogóle masz lat?- Spytał po chwili, unosząc jedną brew z zaciekawieniem.
-Nie powinno cię to obchodzić, ale siedemnaście.- Odparłam, wzruszając ramionami i wypuszczając kłębek białego dymu przed siebie.
-Skoro nie powinno mnie to obchodzić, to dlaczego mi mówisz?- Zaśmiał się, a ja przewróciłam oczami.
-Proste. Nudzi mi się, a rozmowa z tobą przynosi mi chociaż trochę rozrywki. Z łaski swojej, podziel się swoim imieniem, wiekiem, stanem zamożności, pinem do kredytowej i kluczykami od auta.- Spojrzałam z uśmiechem na bruneta, ale widząc jego przedziwną minę pospiesznie dodałam.- Wystarczą pierwsze dwie.
-Louis, dwadzieścia dwa.
-Uuu, staruszek.
-Masz zamiar wyśmiewać teraz mój wiek? Równie dobrze ja mógłbym cie nazywać dzieciakiem.- Zaoponował stanowczo.
-Wolę Blake, ale o gustach się nie dyskutuje.- Poruszyłam zabawnie brwiami, przez co oboje znowu się zaśmialiśmy.
-Nie zdradzisz mi, jak masz na imię?
-Blake powinno ci w zupełności wystarczyć.- Puściłam mu oczko i wdeptałam peta w ziemię.- Nudzi ci się tak samo jak mi?
-Możliwe, że nawet bardziej.- Odparł bez zastanowienia i wzruszył ramionami.
-Masz ochotę na coś szalonego, dziwnego, ale i trochę intrygującego?- Spytałam z cwanym uśmieszkiem, patrząc w niebieskie tęczówki chłopaka.
-Zależy. Bo jeżeli chcesz mnie porwać i więzić jako swojego niewolnika seksualnego, to nie. Chociaż, to może być całkiem interesujące.- Powiedział i parsknął śmiechem, widząc moją minę.
-Po pierwsze, FUJ. Po drugie, nie umawiam się z takimi starcami. Po trzecie, chodziło mi raczej, żeby się gdzieś przejść, na herbatkę.
-Ja jestem ciekaw, gdzie ty, do cholery, znajdziesz teraz miejsce, które jest otwarte i zagwarantuje ci w miarę ciepłą, nietrującą herbatę.- Powiedział, krzywiąc się, a ja szturchnęłam go palcem w bok.
-Przecież w tym domu musi być jakaś kuchnia, i trochę czarnej herbaty!- Powiedziałam, przewracając oczami.
-Fu, nie lubię czarnej.
-Zawsze mógłbyś pić wrzątek.- Zachichotałam cicho i złapałam chłopaka za rękę.- Po prostu chodź.

__________
Dobra, a teraz się pytam.
Jak Wam się podoba postać Elaine? Takiej ciutkę aroganckiej, niezależnej i stanowczej nastolatki?
Przez pierwsze kilka rozdziałów nic ciekawego się nie będzie dziać (jak ja zdobędę czytelników? :( ), ale w późniejszych gwarantuję Wam akcję!
Miłych wakacji, tak w ogóle! x

niedziela, 21 czerwca 2015

Prolog

   Mam na imię Elaine, uczę się w liceum, mam brata i... Nie. To brzmi okropnie.
Zacznijmy od początku.
Do Londynu przeprowadziłam się tuż po śmierci mojej mamy. Zginęła w wypadku samochodowym, bo jakiś idiota się upił i postanowił wrócić do domu autem. Cóż, aktualnie mam tylko brata i ojca. Mój tata pracuje w wojsku, dlatego często go nie ma, ale 'opiekuje' się mną starszy brat. Oczywiście, jako że mam siedemnaście lat, Ethan stwierdził, że jestem dość dużą dziewczynką i poradzę sobie sama, dlatego całe dnie jest poza domem. Nie, żeby jakoś specjalnie mi to przeszkadzało. Wręcz przeciwnie, uwielbiam takie warunki, ale czasami czuję się samotna. Nie chodzi o to, że nie mam przyjaciół. Brakuje mi iluzji prawdziwej rodziny, no wiecie. Wspólne posiłki, wakacje, wyjazdy, kłótnie i różne takie... No, ale nie można mieć wszystkiego, czyż nie?
-Blake, mówię do ciebie.- Poczułam delikatne pieczenie na przedramieniu.
-Czy ty mnie właśnie uderzyłaś?- Zwróciłam się do drobnej blondynki, siedzącej koło mnie.
-Może trochę... To tylko nieistotny szczegół! Słuchaj, dzisiaj rano, dostałam wiadomość o Liam'a!- Pisnęła i zasłoniła usta ręką, czekając na moją reakcję. Liam był jednym z najlepszych przyjaciół Ethana, a Ava totalnie się w nim zabujała.
-No i?- Mruknęła beznamiętnie patrząc się w niebieskie tęczówki przyjaciółki. Entuzjazm z jej twarzy spłynął zadziwiająco szybko, a dziewczyna patrzyła na mnie jak na idiotkę. Przewróciłam oczami i machnęłam ręką na znak, żeby kontynuowała.
-Napisał do mnie, żeby przekazać mi zaproszenie na dwudziestkę Nialla!- I znowu pisk.
-To super, ale wytłumacz mi, jaki ja mam w tym udział?
-No idziesz ze mną!- Powiedziała, jakby była to najbardziej oczywista rzecz na świecie.
-Nie ma mowy! Nie mam sukienki, nastroju i nawet nie zostałam zaproszona!
-Dobrze wiesz, że połowa osób, która się tam zjawi nie ma zaproszenia. Co do sukienki, możemy przecież wyskoczyć do centrum na zakupy i po sprawie.
-A co z nastrojem?- Burknęłam zakładając ręce pod piersiami, jak małe dziecko.
-Jesteś moją przyjaciółką! Musisz mnie wspierać na imprezie, a twoje samopoczucie gówno mnie obchodzi.
-Jak milutko...
-Ainee[1], jestem!- Krzyknął Ethan, wchodząc do salonu.
-Ile razy mam ci, kurwa, powtarzać, że masz mnie nie nazywać Ainee?- Przewróciłam oczami i zwróciłam się wzrokiem na brata.
-Dobra, dobra. Nie przeklinaj, za młoda jesteś. Idziesz na dwudziestkę Nialla?
-Nie.
-Tak.- Powiedziała Ava w ty samym momencie, co ja. Spiorunowałam ją wzrokiem
-No i super. Będę jechał na zakupy, zawieźć was gdzieś?
-Skoro idę na imprezę, to wypadałoby kupić sukienkę. Za chwilę będę gotowa.- Dokończyłam, wchodząc do swojej sypialni. Wybrałam obcisłe, zielone rurki w kolorze zgniłej zieleni, czarną bluzkę na szerokich ramiączkach i bransoletkę ze srebra z wygrawerowanym moim imieniem. Włosy tylko przeczesałam palcami i zeszłam na dół.
-Jesteś już, fajnie. Jedziemy?- Spytał po chwili mój brat, zerkając na mnie i na Avę. Obie przytaknęłyśmy głowami i ruszyłyśmy za blondynem w stronę auta.


[1] Ainee- (czyt. Ejni) Elaine nie lubi żadnego zdrobnienia do swojego imienia; nie lubi jak ktokolwiek zwraca się do niej inaczej niż Blake.

_________________________________________________________________________
Naszło mnie na pisanie, to jest!
Pomysł jest już wykonany w czterech rozdziałach a na kolejne 7 jest pomysł, więc mam nadzieję, że się spodoba.
Nie piszę nic więcej, bo niedługo pierwszy rozdział, tam będzie wszystko XD