wtorek, 3 listopada 2015

Ogłoszenie Parafialne!

Myślałam nad tym już od dłuższego czasu i w końcu się zdecydowałam. 
Otóż, uwaga uwaga, przenoszę się na wattpada.
Jest mi po prostu tam wygodniej pisać, bo mogę to robić z komórki(czytaj; również w szkole) i rozdziały pojawiałyby się częściej. 
To opowiadanie zostanie przepisane na wattpada, ale BNL nie. Nie chciałoby mi się od nowa(no prawie) pisać dwudziestu kilku rozdziałów tylko po to, żeby niedługo je zakończyć. Tak więc, ten...

@my_sunshine_is_a_boy <-to moje  konto, na którym będę pisać
LINK: KLIKNIJ!
Do zoba misiaczki! x

wtorek, 15 września 2015

Rozdział piąty

Lou's POV
   Patrzyłem jak sylwetka Blake oddala się coraz bardziej, aż w końcu znika za jakimiś krzakami. Uśmiechnąłem się do siebie i poszedłem dokładnie w przeciwną stronę niż dziewczyna.
Patrzyłam jak Liam próbuje zaimponować swojej nowej dziewczynie, nieudolnie próbując rozstawić namiot. Nie rozumiem tylko, dlaczego robi z tego takie halo.
Dziewczyna jak każda, z którą kiedyś kręcił.
Podszedłem w końcu do tego idioty i pomogłem rozstawić mu ten pieprzony namiot. Nie rozumiem tylko, dlaczego miał z tym taki problem.
Rozpaliliśmy ognisko, posiedzieliśmy przy nim, takie jakieś bzdety, jakie robi się na biwaku.
Coś jednak mi nie pasowało.
Rozejrzałem się dookoła i stwierdziłem, że nigdzie nie widzę tej irytującej, małej brunetki.
-Ethan!- krzyknąłem, a szatyn oderwał się od jakiejś dziewczyny. Dosłownie. Wzdrygnąłem się lekko, gdy zobaczyłem jak upieprzony szminką był chłopak.- Gdzie jest twoja siostra?- spytałem po chwili, zerkając na jego niewyraźną sylwetkę. Jest ciemno, a ogień przede mną wcale nie poprawia mi wzroku.
-Co się stało, Tomlinson? Czyżby zabrakło ci jakiejś zeszmaconej dupy?- zaczął się śmiać Luke.
-Przypomnę ci tylko, że to moja siostra. Zeszmacona to może być twoja dupa. Myślisz, że nie słyszałem jak Riley cię pieprzył?- zaśmiał się szatyn. Luke się spiął i spoważniał.
-Dobra, zamknijcie oboje mordy- powiedziałem , widząc, że blondyn chce coś dodać.- Idę poszukać Blake- wstałem z tego idiotycznego pnia, który miał robić za ławkę i poszedłem w stronę małego jeziorka. Słyszałem jeszcze kilka krzyków, a później ucichło. Albo się zabijają, albo oboje dali sobie spokój.
Tak jak się domyślałem, Blake siedziała na brzegu przy wodzie. Wrzucała jakieś niewielkie kamyki do wody i uważnie przyglądała się kręgom powstałym na wodzie. Nachyliła się i siedziała tak przez dłuższą chwilę, wracając później do rzucania kamieni.
Podszedłem do niej cicho i, nie powiem, ale trochę się zdziwiłem, patrząc jak dokładnie rysuje każdy szczegół tego, co przed chwilą zobaczyła.
-Dość ładne- stwierdziłem po chwili gapienia się to na nią, to na jej zeszyt. Widocznie była zaskoczona moją obecnością, bo podskoczyła na chwilę w miejscu, a później przyglądała mi się spod zmarszczonych brwi.
-Dlaczego tutaj jesteś?- serio? Tylko tyle?
-A dlaczego nie?- odbiłem piłeczkę, a ona westchnęła.- Zrobiło się ciemno. Nie chciałem, żeby zjadły cię jakieś niedźwiedzie, czy coś- wzruszyłem ramionami, a ona zachichotała.
-Podasz mi moją torbę?- wskazała za mnie, a ja bez wahania podałem jej przedmiot.
- - -
-Louis, nie bądź ciotą!- zaczął się śmiać Luke.
-Powiedziałem, że tego nie zrobię. Nie dociera to do twojego pustego łba?- warknąłem w jego stronę.
-Ale o co ci chodzi?
-Nie będę, kurwa, zakładał się o takie gówno!
-Dobra, zluzuj trochę. To miała być zabawa- przewrócił oczami blondyn, a ja miałem ochotę mu zajebać Zaśmiałem się tylko sarkastycznie i wstałem z drewnianej kłody, która miała służyć za ławkę.- Przyjechał ze Stanów po kilku latach i od razu się wymądrza- powiedział cicho, myśląc, że tego nie usłyszę.
-Zamknij się kurwa- wypuściłem głośno powietrze.- Idę po piwo- mruknąłem, ale tym razem bardziej do siebie. Wątpię, żeby ktoś z tych pijanych idiotów mógł to usłyszeć.
-O co chcieli się z tobą założyć?- zapytała Blake, pojawiając się znikąd. Schyliłem się po butelkę piwa, stojącą przy drzewie.
-Naoglądali się filmów i chcieli, żebym przespał się... Z jakąś laską- wzruszyłem ramionami. Nie mogłem przecież powiedzieć, że chodziło o nią, nie?
-A ty jako gentleman postanowiłeś odmówić- zaczęła się śmiać.
-Mam po prostu jakiś szacunek do kobiet. Nie to co tamta banda idiotów- zerknąłem w ich stronę i zacząłem się śmiać, widząc luka uciekającego przed Ethanem. Pewnie któryś z chłopaków wygadał, o co chciał się ze mną założyć.
-Oh- szepnęła, nagle speszona.
-Nie spodziewałaś się tego po mnie, hmm?- uśmiechnąłem się złośliwie, a ona walnęła mnie pięścią w pierś. Wybuchnąłem śmiechem, widząc jej obrażoną minę.
-No hej-a, gołąbeczki- Poczułem rękę na moim karku i ze zmarszczonymi brwiami odwróciłem się w stronę źródła dźwięku. To zdyszany i schlany Ethan.- Jat am?- zapytał dziwnie, ale nie można się dziwić. Wypił chyba najwięcej z nas wszystkich.
-Ethan, idź spać- zaśmiała się dziewczyna, a ja zepchnąłem z siebie rękę chłopaka.
-Nie mogę. Pokłó-ciłem się, z Lukie-em i myślę, ż ni będzi-e chciał- w tym momencie czknął- ze mną spać. O, czeajcie. Musze uż iźć- zaśmiał się i jak nigdy nic, po prostu od nas odszedł. Jak on mógł w takim stanie biegać?
Spojrzałem na Blake w ty samym momencie, w którym spojrzała na mnie. Chwilę się na siebie patrzyliśmy, po czym oboje wybuchnęliśmy śmiechem.
-Ja też się chyba położę- powiedziała w końcu, uspokajając się.
-Och, czyli jednak masz gdzie spać?- spytałem złośliwie, a ona ponownie mnie szturchnęła.
-Tak się składa, że mam. Będę z Sophią i Liamem, ale mam nadzieję, że do niczego pomiędzy nimi nie dojdzie. Przynajmniej, jak będę w namiocie- wzdrygnęła się, a ja się cicho zaśmiałem. Tak bardzo broniła się przed spaniem ze mną w jednym namiocie, a tu niespodzianka. Też mieszka z Liamem i Sophią. Uśmiechnąłem się pod nosem i położyłem dłoń na jej talii, przyciągając ją do boku. Zmarszczyła brwi i otworzyła usta, żeby coś powiedzieć, ale ją wyprzedziłem.
-Odprowadzę cię- wzruszyłem ramionami, a ona westchnęła, widząc, że i tak już nic nie zdziała.
Szliśmy chwilę w ciszy. Było w cholerę ciemno, ale udało nam się nie wypieprzyć, co można zaliczyć do jakiegoś sukcesu.
-Okej, możesz już iść do swojego namiotu. Sayonara- pomachała mi z uśmiechem. Odwróciła się i weszła do środka, a ja za nią. Po chwili odwróciła się i zmierzyła mnie wzrokiem.- Nie przypominam sobie, żebym cię zapraszała.
-Nie musiałaś, skarbie- puściłem jej oczko.
-Wynoś się, Louis- warknęła, a ja musiałem powstrzymać śmiech.
-Idź spać dziecko. Masz jakieś wzmożone napady agresji o tej porze- uśmiechnąłem się w jej stronę i zniknąłem w swoim 'pokoju'.  Słyszałem jeszcze, jak prychnęła i zaczęła się z czymś szarpać. Później było już cicho.

__________
Chyba robię się chora ;-;
Nie mogę być chora :<
Ale dobra, mniejsza
Jak rozdział? Wiem, że krótki i dość nudny, ale obiecuję, że następne będą ciekawsze! ^^
Każdy kto czyta, niech skomentuje>>>
Zależy mi na Waszym zdaniu, Misiaki
Do zobaczenia później x

wtorek, 11 sierpnia 2015

Rozdział czwarty

   Weszłam do domu zadowolona z obrotu spraw. Nie to, że lubię Louisa jakoś bardziej niż normalnego chłopaka. Po prostu, chciałabym zobaczyć jaki on jest. Zaintrygował mnie już po kilku minutach znajomości, chcę zobaczyć jaki jest na prawdę.
Cóż, jednak ubolewam trochę nad tym, że wie o mojej cukrzycy. Z tego nie jestem zadowolona.
Wpadłam na chwilę do kuchni, wzięłam butelkę wody i ruszyłam do swojego pokoju, żeby przeleżeć w łóżku cały dzień.
- - -
   Następnego dnia obudziłam się około dziesiątej rano. Po spławieniu Avy, rozłożyłam się na kanapie w salonie i oglądałam głupie seriale.
Tak, wiem. Nie powinnam spławiać mojej przyjaciółki, ale jestem na nią trochę zła. Ostatnia impreza była do bani, a ona zostawiła mnie samą na samym jej początku. Piłyśmy później razem, ale to szczegół.
-Cześć siostrzyczko- rzucił na powitanie Ethan, ale nawet nie zdążyłam zareagować, bo zniknął w swoim pokoju.
Po jakiś piętnastu minutach wyłonił się zza ściany i popędził w stronę wyjścia z wielką torbą, załadowaną zapewne ubraniami.
-Wyprowadzasz się?- krzyknęłam w jego stronę z uśmiechem. Odwrócił się gwałtownie i nieobecnym wzrokiem zaczął się na mnie patrzeć. Uniosłam brwi i zachęciłam go gestem ręki do mówienia.
-Ach, tak. Wyjeżdżam na parę dni pod namioty- ocknął się po chwili.
-Z kim jedziesz?- spytałam, żeby podtrzymać rozmowę. Nie obchodziło mnie to za bardzo, ale jednak.
Zaczęłam się wgapiać w ekran telewizora, oczekując jednak na jego odpowiedź.
-Z Lukiem, Tommym, Liamem, Louisem i paroma innymi osobami, których nie znasz- odpowiedział, zapewne wzruszając ramionami.
-Mogę jechać z wami?- spytałam, zanim zdążyłam dobrze pomyśleć. Odwróciłam się gwałtownie do niego.- Znaczy...
-Jasne, idź się spakuj- przerwał mi, a ja wytrzeszczyłam na niego oczy.
-Dzięki, i w ogóle- przytaknęłam i podkuliłam nogi pod brodę.- Czekaj, mam się teraz pakować?
-Jak nie chcesz, nie musisz, ale za dziesięć minut wyjeżdżamy, więc wypadałoby, żebyś to zrobiła- zaczął się śmiać, a ja rzuciłam w niego poduszką.- Co to miało być?
-Nie wiesz?- uniosłam jedną brew z cwaniackim uśmiechem.- Rzuciłam w ciebie poduszką, którą oberwałeś w głowę. O tak- mruknęłam, łapiąc kolejną poduszkę i celując nią w szatyna. Chłopak puścił torbę i szybko do mnie podszedł, zaczynając mnie łaskotać. Śmiałam się i krzyczałam, żeby mnie puścił, jednocześnie.
Gdy w końcu zostawił mnie w spokoju, leżałam zmęczona i spocona na kanapie, biorąc głębokie wdechy.
-Jesteś idiotą, idioto- mruknęłam, łapiąc się za brzuch. Chłopak złapał mnie za kostki i uniósł. Wisiałam głową w dół, podpierając się rękami o podłogę.- Puść mnie!
-Odwołaj idiotę- zaczął się śmiać.
-Nigdy- mruknęłam i zostałam podciągnięta jeszcze wyżej. Ethan stanął na kanapie, przez co nie już mogłam podpierać się o ziemię rękami.- Dobra, dobra! Odwołuję!
-I dobrze- wyrzucił na końcówce powietrza i położył mnie zgrabnie na kanapie.
-Idiota- szepnęłam do siebie, wstając.
-Co mówiłaś?- spytał mój brat, łapiąc za torbę z ubraniami.
-Powiedziałam, że idę się pakować- uśmiechnęłam się i wystawiłam mu język.
-Chłopaki stoją już pod domem, więc lepiej zrób to szybko- powiedział i wyszedł. Pognałam do pokoju i zaczęłam wyciągać różne rzeczy.
Po czterech minutach szaleńczego biegania po domu i zastanawiania się co jeszcze mogę wziąć, skończyłam się pakować. Stanęłam przy ścianie, położyłam ręce na biodrach i przebiegłam wzrokiem po pokoju. Zatrzymałam się na dużych książkach, a raczej ich okładkach, stojących na półce. Podeszłam do nich i przygryzłam wargę. Odsunęłam lewe okładki i spojrzałam na kolorowe pudełko z lekami na cukrzycę.
Może nie będą potrzebne? Gapiłam się na nie już dłuższy czas.
-Cholera- mruknęłam do siebie i podeszłam do szafy. Wyciągnęłam jakiś stary sweter i, łapiąc za pudełko, owinęłam je w materiał. Schowałam na dnie torby i ruszyłam na dół. Zabrałam telefon i słuchawki z salonu i wyszłam przed dom. Zamknęłam go na klucz i skierowałam do czarnego vana, przy którym stał Ethan.
-Myślałem, że zmieniłaś zdanie- zaśmiał się i odebrał ode mnie torbę, wrzucając ją do bagażnika i go zamykając.
-Ja się nigdy nie rozmyślam- puściłam mu oczko i podeszłam do drzwi. Zanim zdążyłam je odsunąć, ktoś ze środka, zrobił to za mnie.
-Jeżeli, kurwa, nie ruszy tej swojej dupy, zostanie- ten ktoś to Luke. Typowy dupek i jednocześnie najbliższy przyjaciel mojego brata. Zanim zdążył na mnie wpaść, zatrzymał się z sarkastycznym uśmiechem.- Widzę, że raczyłaś nas zaszczycić swoją obecnością i w końcu przyjść.
-Nie narzekaj, bo czekałeś jebane kilka minut. A teraz, z łaski swojej, rusz swoją grubą dupę i daj mi przejść- przewróciłam na niego oczami, a on trochę zaskoczony moją reakcją, posłusznie się odsunął. Weszłam do środka i, od razu po znalezieniu wolnego miejsca, usiadłam koło jakiegoś farbowanego blondyna. Samochód był pełny ludzi, dosłownie. Na samym tyle siedziało co najmniej sześć osób, a przecież nie widzę ile siedzi z przodu. Cóż, z zewnątrz wydaje się mniejszy.
Spojrzałam na Luke'a i cicho się zaśmiałam. Nadal stał w tym samym miejscu co przed chwilą, póki ktoś go nie szturchnął w tyłek. Nie spodziewał się czegoś takiego ode mnie, bo ostatni raz widział mnie w piątej klasie. Miałam wtedy aparat na zębach i trudno mnie było zrozumieć, a na dodatek byłam okropnie wkurwiająca.
-Nieźle mu dogadałaś, nie często ma takie zwiechy- odezwał się blondyn koło mnie. Odwróciłam się do niego i niepewnie zeskanowałam jego twarz. Miał niebieskie oczy i głupkowaty uśmiech, przez który było widać jego wszystkie, białe zęby.
-Umm, dzięki?- wydusiłam w końcu i już miałam zamiar się odwrócić, ale blondyn złapał moją dłoń i ucałował jej wierzch.
-Jestem Niall. A ty, słońce?- poszerzył swój uśmiech, a ja nie wiedziałam jak zareagować. Niall, ten, u którego byłam na imprezie?
-Niall! Zamknij ryj idioto, to moja młodsza siostra- krzyknął z przodu Ethan. Widocznie jechał z kierowcą i... innymi.
Blondyn spojrzał na mnie z pytaniem w oczach, a ja nieśmiało przytaknęłam. Przewrócił oczami i i burknął coś na kształt 'zawsze warto próbować'.
Uśmiechnęłam się delikatnie i odwróciłam do szyby. Wyciągnęłam słuchawki i włączyłam muzykę.
Mieliśmy wpaść jeszcze po kogoś, więc nie zareagowałam, czując, że samochód zwalnia.
Wzdrygnęłam się jednak, gdy ktoś dotknął mojego ramienia i gwałtownie odwróciłam. Napotkałam ślicznie błękitne tęczówki i wesoły uśmiech, majaczący na twarzy Louisa. Wyjęłam jedną słuchawkę z ucha i uniosłam brew.
-Siedzisz na moim miejscu, skarbie- podpowiedział.- Znajdź sobie inne.
-Chyba śnisz- zaśmiałam się i ponownie odwróciłam do szyby. Poczułam jednak, jak Louis szarpie mnie dość mocno za rękę, przez co musiałam się podnieść. Chłopak szybko przeszedł i usiadł tam, gdzie moja szanowna pupa jeszcze przed chwilą postanowiła odpocząć.-No i gdzie mam teraz usiąść?- spojrzałam na niego, mrużąc oczy. Szatyn z zadowoleniem poklepał swoje nogi, a ja przewróciłam oczami. Odwróciłam się do niego tyłem i, na szczęście, znalazłam kolejne wolne miejsce. Teraz, już na nieszczęście, obok Luke'a. Podeszłam szybko i bez słowa usiadłam. Nie było już tak wygodnie jak wcześniej, nie mogłam patrzeć przez okno i jeszcze siedział koło mnie Luke, ale nie usiadłabym na kolanach Louisa!
Resztę drogi spędziłam na słuchaniu muzyki, przyłapywaniu Lou na gapieniu się na mnie i spaniu. Było nudno i nabawiłam się bólu tyłka, ale to tylko mały szczególik. Wyszłam z auta i szybko podeszłam to Ethana.
-Nie chcę wyjść na panikarę, czy coś, ale gdzie ty chcesz rozbić namioty? W ogóle, gdzie my do cholery jesteśmy?- rozejrzałam się dookoła. Byliśmy w jakimś lesie, a że jechaliśmy mega długo, nawet nie wiem gdzie to może być.
-Jesteśmy w Szkocji w Cairngorms- wzruszył ramionami i zaczął wyciągać torby. Stałam jeszcze chwilę zdezorientowana, patrząc jak Luke i ktoś kogo nie znam ukrywają samochód pod jakąś siatką.- I nie będziemy tutaj się rozkładać. Przejdziemy kawałek dalej, bo nie da się tam dojechać autem.
-Czekaj, jak to jesteśmy w Szkocji?- zmarszczyłam brwi i popatrzyłam na brata.
-No normalnie- zaczął się śmiać i rzucił we mnie moją torbą.- Nie będę ci tego niósł.
-Jaki kawałek masz na myśli?- przymknęłam oczy, domyślając się co oznacza kawałek.
-Kilkanaście kilometrów, spokojnie- powiedział z głupim uśmiechem, Jęknęłam niezadowolona i poczekała jeszcze chwilę na Ethana, żeby zacząć z nim iść.
Szliśmy jako ostatni, a przed nami było jakieś dziesięć osób.
-Ethan, powiedz, że będzie jeszcze jakaś dziewczyna- mruknęłam w duchu, licząc na to, że przytaknie.
-Jedna. Dziewczyna Liama, Sophia- kiwną głową, a ja mentalnie zaczęłam skakać ze szczęścia. Nie myślałam o tym wcześniej. Usłyszałam tylko, że Louis też jedzie i... no wiecie. Taki impuls.
- - -
   Okazało się, że takie nielegalne wypady pod namioty do lasu w Szkocji to normalka. Robią to już trzeci rok, a ja, cholera, nic nawet nie wiedziałam.
Dotarliśmy tam po jakiś trzech godzinach, więc w sumie nie było tak źle.
Wróć. Było okropnie. Przesiedziałam osiem godzin na dupie, koło Luke'a, a teraz musiałam jeszcze zapieprzać do miejsca docelowego, bo nie można było tam dojechać autem. No i nadal pozostaje kwestia z namiotem.
Gdy wszyscy zaczęli się rozbijać, stałam i nie wiedziałam co robić.
-Czyżbyś nie miała z kim dzielić namiotu?- zaśmiał się Louis, który nie wiadomo skąd, pojawił się przy mnie.
-Aktualnie będę spała na drzewie. Wiesz jaka frajda?- przewróciłam oczami i nawet na niego nie spojrzałam. Chłopak zignorował moją uwagę.
-Mamy jedno wolne miejsce w namiocie-o irionio- i zastanawiałem się, czy może poszkodowana Blake nie zechciałaby się do nas przyłączyć.
-Nie jestem poszkodowana, zapamiętaj to. Nie wiesz o mnie praktycznie nic, więc dlaczego tak się do mnie przypieprzasz?- wyrzuciłam, w końcu się od niego odwracając.
-Myślałem, że po ostatnim chcesz, żebym się do ciebie przypieprzał- mówi o moim numerze. Dla czego ja mu go do cholery dałam?
-Nieważne, po prostu. Spierdalaj- podniosłam swoją torbę z ziemi i ruszyłam w stronę jakiegoś niewielkiego zbiornika wody.
To jest ten moment w filmie, w którym Louis zdaje sobie sprawę, że spieprzył i przybiega mnie przeprosić, tak?
Jednak nie.
__________
Przepraszam, że rozdział tak późno i że taki dupowaty.
Naprawdę, miało to wyglądać inaczej, ale nie mogę kazać Wam dłużej czekać :<
W następnym rozdziale zaczniemy od perspektywy Lou i mam nadzieję, że się Wam spodoba :>
Nic więcej nie mam do dodania, więc...
Do następnego! x

P.S. Czy ktoś to w ogóle jeszcze czyta?

piątek, 10 lipca 2015

Rozdział trzeci

  Siedziałam jeszcze chwilę w tym samym miejscu z idiotycznym uśmiechem. W końcu zeskoczyłam z blatu, poprawiłam sukienkę i podeszłam do drzwi, wychodząc do głównego pokoju. Niedługo później znalazłam Avę, która zbyt długo nakłaniała mnie, żeby się z nią napiła. Oczywiście, nie powinnam tego robić. Nie jadłam nic przed wyjściem i pewnie źle się to dla nie skończy, ale... Żyje się raz, no nie?
- Okej, chodź. Po-potańczyć- czknęła blondynka po chyba siódmym drinku. Kończyłam właśnie trzeciego, ale wyglądałam i zachowywałam się zupełnie jak moja przyjaciółka. Schlałyśmy się totalnie, a mi było trochę wstyd za ilość alkoholu, która tak na mnie działa. Wróć. Nie było mi wstyd, jestem pijana. Zaśmiałam w odpowiedzi do blondynki i dałam pociągnąć na środek parkietu.
  Otworzyłam oczy, a jedyne co w danej chwili mogłam zarejestrować to to, że leżałam półnaga w obcym mi pokoju. Zerwałam się z łóżka natychmiast, i modląc się, że nadal jestem dziewicą, zaczęłam szukać ciuchów. Po chwili, stanęłam na środku pokoju i przeczesałam agresywnie włosy.
Po pierwsze. Do jasnej, cholery, gdzie są moje ciuchy?
Po drugie. Dlaczego ja tu jestem?
Po trzecie, chyba najważniejsze. Gdzie ja, kurwa, jestem?
Jęknęłam niezadowolona i zła. Mam ochotę coś rozwalić. Nie mogę znaleźć ciuchów, nie mam pojęcia gdzie jestem, a do tego głowa napierdala mnie tak, że mi się rzygać chce.
Usłyszałam ciche pukanie i od razu rzuciłam się za łóżko, żeby jakoś się zakryć.
-Obudziłaś się już?- ze szpary w drzwiach wyłoniła się jakaś dziewczyna.- To świetnie, mam twoje ciuchy- pomachała moimi ubraniami i rzuciła je na łóżko. Zmarszczyłam brwi i uważnie jej się przyglądałam.- O, no tak. Jestem Lottie, młodsza siostra Lou. Nieźle się wczoraj schlałaś- zaśmiała się i usiadła na łóżku, obok ciuchów. Siostra Lou? O mój Boże.-Umm, to ja cię rozebrałam- dodała szybko widząc moją minę. Odetchnęłam z ulgą, ale to i tak było dziwne.
-Dlaczego... Huh, dlaczego tutaj jestem?- zapytałam nieśmiało, sięgając po ubrania.
-Nie wiem, pytaj się Louisa- wzruszyła ramionami i rzuciła do mnie ciuchy. Szybko je zabrałam i zaczęłam się ubierać, częściowo nadal pod kołdrą. Po chwili wstałam w pełnym ubraniu i delikatnie uśmiechnęłam się do dziewczyny.
-Dzięki, umm. No wiesz, za wszystko- powiedziałam, bawiąc się palcami.- Wiesz może, która jest godzina?
-Koło pierwszej. Pójdę po Lou- powiedziała szybko, i zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, już jej nie było. Wypuściłam głośno powietrze i położyłam się plecami na łóżku. Jak dużo czasu minęło, odkąd coś jadłam?
Jak na zawołanie, moje ręce zaczęły się trząść. Zrobiło mi się słabo, a ból głowy tylko się wzmocnił. Zsunęłam się z łóżka i siadłam na podłodze, opierając się o coś plecami. Ktoś otworzył drzwi, a gdy tylko mnie zobaczył, praktycznie do mnie podbiegł. Po chwili poczułam silne ramiona wokół siebie, przyciągające mnie w silnym uścisku. Usłyszałam głos Louisa, tylko, jakiś dziwny, odległy. Wymamrotałam coś niewyraźnego i zamknęłam powieki. Poczułam, że odrywam się od podłogi, więc jak tylko mogłam wtuliłam się w tors szatyna.

Lou's POV
Trzymałem w ramionach Blake. Prawie nieprzytomną Blake. Co jej się do kurwy stało?
'Cukier' było ostatnią rzeczą jaką powiedziała. Albo coś na kształt tego.
Zszedłem z nią dół najszybciej jak się tylko dało i zawołałem Lottie. Położyłem brunetkę na kanapie i podsunąłem ją wyżej, żeby mogła oprzeć się plecami o oparcie.
-Dobra, czego się tak drzesz? Przecież nikt tu nie umiera- powiedziała, zapewne przewracając oczami, ale szybko przestała. Gdy tylko zobaczyła pół przytomną Blake mamroczącą coś niewyraźnego na kanapie, od razu spoważniała.- Idź po jakiś cukier coś słodkiego.
-Co?- spytałem, marszcząc brwi i na chwilę zapominając o brunetce.
-Nie co, idioto, tylko leć po coś słodkiego!- krzyknęła na mnie, wyganiając mnie ręką. Nie kłóciłem się więcej, tylko pomaszerowałem do kuchni. Chwyciłem tylko karton soku, jakąś szklankę i od razu wróciłem do salonu. To wszystko jest kurewsko niedorzeczne. Przez kilkanaście następnych minut, patrzyłem jak Blake nadal leży półprzytomna na kanapie.
Nic.
Nic się, do kurwy, nie dzieje.
-O co tu, kurwa, chodzi?- mruknąłem zdezorientowany w stronę Lottie. Pociągnęła mnie dalej od kanapy, i stając w kącie pokoju, zaczęła mówić.
-Ma cukrzycę drugiego stopnia. W ogóle nie powinna dotykać alkoholu, tymczasem ty ją przynosisz ledwo przytomną do domu. Cukier spadł jej tak bardzo, że prawie zemdlała. Powinna mieć przy sobie coś, do badania poziomu krwi, ale nigdzie tego nie widziałam. Powinny być przy tym strzykawki z roztworem z glukozy, tego też nie było. Nie wiem, czy w ogóle sobie zdaję sprawę z tego, że jest poważnie chora- dokończyła i popatrzyła mi w oczy.- Wiesz coś o niej? To jest niebezpieczne, widzę, że oddycha, ale nie wiem, czy się obudzi.
-Znam tą dziewczynę kilka godzin, nawet imienia mi nie chciała zdradzić!- jęknąłem z niezadowoleniem i zwróciłem wzrok w stronę brunetki.
-To dlaczego ją tu przyprowadziłeś?
-Kojarzę jej brata, a po za tym, nie wiem. Rzucała się na każdego kolesia, który koło niej przeszedł. Czułem się za nią odpowiedzialny.
-Aww, Boobear, jesteś taki słodki- zaśmiała się blondynka, na co dostała ode mnie po głowie.
-Siedź cicho. A po za tym, skąd tyle wiesz?- przewróciłem oczami i wróciłem do przyglądania się Blake. Otworzyła właśnie oczy, a nasz wzrok na chwilę się przeciął. Opuściła głowę w dół i położyła nogi na ziemi. Przejechała dłonią po twarzy i po woli wstała, kierując się w naszą stronę.
-Wyczuwam jakieś napięcie, braciszku- szepnęła Lottie i zaczęła się cicho śmiać.
-Przepraszam. To, w ogóle nie powinno się wydarzyć- powiedziała, niezręcznie, przeczesując włosy.
-No coś ty. Uwielbiam ratować laski z cukrzycą przed śmiercią- mruknąłem sarkastycznie, na co brunetka się zaśmiała. Niestety, Lottie nie za bardzo się to spodobało i dostałem łokciem po żebrach. Syknąłem cicho i skierowałem na nią wzrok.
-Misiek, nie przesadzaj- pogroziła mi palcem.
-Umm, ja. Chyba powinnam się zbierać- Blake wskazała na drzwi i przygryzła dolną wargę. Uśmiechnęła się nieznacznie i skierowała w stronę wyjścia.
-Czekaj, odwiozę cię- zawołałem w jej stronę i szybko odwróciłem się do siostry.- Zabiję cię, jeżeli coś zepsujesz- powiedziałem ostro, na co przewróciła oczami.
-Idź, bo ci dziewczyna ucieknie- machnęła w stronę drzwi i się zaśmiała.
-Ona nie jest moją...
-Wiem, idź już!- pogoniła mnie, a ja poczochrałem jej włosy. Zwróciłem się z powrotem do Blake i szybko ją dogoniłem. Otworzyłem przed nią drzwi i wskazałem ręką, żeby szła pierwsza.
-Panie przodem- zaśmiałem się cicho.
-Cóż za gentlemen- odpowiedziała mi słodkim śmiechem, wychodząc na zewnątrz.
- - -
Zaparkowałem pod jej domem po jakiś dwudziestu minutach. Cały rok leje deszcz, ale jak mam jechać autem, to zawsze musi wyjść to pieprzone słońce i razić mnie po oczach. Pokręciłem głową i opuściłem wzrok na kierownicę. Dziewczyna obok mnie wzięła głęboki wdech i w końcu coś powiedziała.
-Jeszcze raz, dzięki za wszystko. I, mam nadzieję, że cukrzyca będzie naszą słodką tajemnicą- mruknęła wpatrując się w mój profil, a ja zacząłem się śmiać. Po chwili dołączyła do mnie, poklepując moją dłoń.
-Do zobaczenia, muszę iść.
-Mówisz tak, jakbyśmy mieli się jeszcze kiedyś spotkać.
-A ty mówisz tak, jakbyśmy mieli się już nigdy nie spotkać- uśmiechnęła się delikatnie i wyszła z auta. Czekałem, aż wejdzie do budynku, a ona stojąc przy drzwiach, odwróciła się moją stronę i poruszyła ustami, mówiąc coś na kształt 'siedzenie obok'. Puściła mi oczko i weszła do środka. Zmarszczyłem czoło i spojrzałem na fotel po mojej lewej. Leżała na nim karteczka, a ja przewróciłem oczami, śmiejąc się. No bo, jak by inaczej. Wziąłem ją i schowałem do kieszeni. Odpaliłem silnik i pojechałem do mojego mieszkania.

_________
Oks, misie. Jak rozdział?
Wydaje mi się, że jest okej, a zwłaszcza wątek o cukrzycy Blake.:)
Nie, żebym była jakąś sadystką, czy coś haha.
Przepraszam, jeżeli popełniłam w tej kwestii jakiś błąd, bo nie mam cukrzycy, ani nikogo w otoczeniu kto by na nią chorował.
Jeżeli ktoś zauważy jakiś błąd, to będę wdzięczna jeżeli mi zwróci uwagę i poprawi.:)
Sorki, że jest tak późno, (miał być wcześniej) ale miałam problemu z internetem :(
Jutro jadę nad morze i się niezmiernie jaram, bo będę robić sobie jaskółkę z henny taką jak ma Zejn na dłoni. ^^(mam nadzieję, że rozumiecie XD)
Dobra, już, koniec. Wypierdzielaj Asia i daj im ogarnąć rozdział.
Hahah, do później misie xx

wtorek, 23 czerwca 2015

Rozdział drugi

Ciągnęłam chłopaka za rękę przez całe pomieszczenie, póki nie dotarliśmy do kuchni. Na szczęście była pusta, a ja postanowiłam tego nie zmieniać, dlatego zamknęłam i zaryglowałam drzwi miotłą, stojącą w rogu.
-Chyba zaczynam się ciebie bać.- Mruknął szatyn, a ja przymknęłam powieki i uszczypnęłam się w czubek nosa.
-Człowieku. Jestem od ciebie niższa o jakieś piętnaście centymetrów, młodsza o pięć lat i w dodatku jestem kobietą. Czego ty się do cholery boisz?- Opuściłam rękę i popatrzyłam mu prosto w oczy.
-Tego! Twoich oczu i twojego groźnego wzroku!- Zaczął się śmiać, a ja postanowiłam puścić to mimo uszu. Zaczęłam przeszukiwać szafki w celu odnalezienia liści herbacianych. Natknęłam się na trzy metalowe puszki. Żadne nie była oznakowana, ale w każdej była jakaś herbata. Otworzyłam pierwszą i zaciągnęłam się jej słodkim zapachem.
-Earl Grey z kwiatem wiśni, może być?- Zerknęłam na szatyna znad pojemnika.
-Potrafisz wyczuć jaka herbata jest w środku?- Zapytał i rozdziawił usta. Podeszłam do niego i położyłam mu jedną rękę na ramieniu, drugą łapiąc jego podbródek i przymykając mu otwór gębowy.
-Jestem dzieckiem wychowanym w herbacie, to nic wielkiego.- Mruknęłam i odsunęłam się od chłopaka, łapiąc czajnik i wlewając do niego wody.
-Herbaciana Blake. Nie powiem, zaimponowałaś mi.- Zaśmiał się i podszedł do szafki znajdującej się nade mną. Otworzył ją i sięgnął do góry, po kubki, przez co nasze ciała prawie się stykały. Położyłam dłonie na jego klatce piersiowej i zdecydowanie odepchnęłam.
-Mogłam to zrobić. Na prawdę nie musisz na mnie włazić.- Zachichotałam, a chłopak odsunął się ode mnie trzymając dwa kubki.
-Bajkowe żółwie, czy raczej SpongeBob?- Zapytał, unosząc brew ku górze.
-Trochę godności. Poproszę żółwiki... Frajerze.- Ostatnie szepnęłam prawie bezgłośnie. Chłopak zdawał się je usłyszeć, ale odpuścił. Gdy woda się zagotowała, wrzuciłam torebeczki do środka i zalałam gorącą wodą do 3/4 wysokości kubka.
-Nie mów, że zalewasz zimną wodą.- Powiedział kpiąco.
-Żartujesz sobie?- Otwierałam wszystkie szafki po kolei.- W tej kuchni musi być gdzieś schowany... Mam.- Wyciągnęłam dużą butelkę rumu i uśmiechnęłam się do chłopaka.
-Taki pomysł jest okej.- Zaśmiał się i odebrał ode mnie alkohol, uzupełniając nim nasze kubki. Wzięłam pierwszego łyka napoju i omal się nie zakrztusiłam. Odstawiłam kubek na blat i zaczęłam pluć do zlewu.
-Widzę, że jesteś słabiakiem, hah.- Powiedział bezczelnie się uśmiechając. Chociaż tego nie widziałam, mogłam się założyć o milion funtów, że miał dokładnie taką samą minę jak ja przy piciu tego ohydztwa.
-To płyn do naczyń!- Mruknął po chwili z wyrzutem, opierając się tyłkiem o blat.
-Co ty nie powiesz.- Przewróciłam oczami i podeszłam, żeby zrobić to samo. Ja, niestety, jestem o wiele krótsza od chłopaka, dlatego do blatu sięgałam dopiero połową pleców.- Cholera jasna! Dupę mam za nisko.- Mruknęłam niezadowolona.
-Powiedziałbym raczej, że to twoje nogi są za krótkie, ale jak kto woli.- Wzruszył ramionami chłopak i dalej się na mnie bezczelnie gapił. Założyłam ręce pod piersiami i wyczekująco stukałam stopą o podłogę.- Co?
-Podsadź mnie. Nie dosięgam.- Obruszyłam się, a chłopak po krótkiej salwie śmiechu zrobił to, o co go prosiłam. Gdy wygodnie się usadowiłam na blacie, chłopak stanął pomiędzy moimi nogami i położył ręce na moich udach, zadziornie się przy tym uśmiechając.
-Łapki przy sobie, frajerze.- Powiedziałam, łapiąc go za rękawy kurtki i ściągając ze mnie jego dłonie.
-Skarbie, proszę. Mów mi Louis.- Powiedział i ponownie położył ręce na moich udach. Znowu je ściągnęłam, a on znowu je tam umieścił.
-Czego ty w ogóle chcesz?- Zapytałam lekko poirytowana.
-Buziaka.- Wyszczerzył się, pokazując zęby, a ja zaczęłam się śmiać.- Chociaż w policzka.- Wydął zabawnie dolną wargę, przez co mój śmiech tylko przybrał na sile.- Oj, no nie bądź taka.
-W policzek. Jeden całus i sobie pójdziesz.- Wystawiłam jednego palca, nadal cicho chichocząc.
-Jeśli tylko zechcesz.- Ponownie się uśmiechnął, co okej. Było słodkie. Położyłam ręce na jego barkach, a on odwrócił głowę, ukazując policzek. Zbliżyłam się do niego wargami, a chłopak w ostatnim momencie zwrócił głowę z powrotem do mnie, przez co nasze usta się zetknęły. Naparł swoimi wargami na moje, a z równą natarczywością oddałam pocałunek.
-Nie odsunęłaś się, to chyba dziwne?- Uniósł jedną brew zdziwiony, ale jednak zadowolony.
-Klasyczne zagranie, proszę pana. Klasyczne zagranie.- Powtórzyłam ciszej i znów zbliżyłam się do jego warg. Nudziło mi się, okej? A Louis całował całkiem przyzwoicie. Dobra, całował świetnie, i tylko dlatego nie przerwałam tej naszej małej sesji obściskiwania i nie dałam mu w ryj.
-Czyli ci się spodobało?
-I to jeszcze jak.- Mruknęłam, sunąc nosem po jego policzku i z powrotem wróciłam do jego ust, delikatnie je muskając. Po chwili nasz pocałunek przestał być tak niewinny. Chłopak położył jedną rękę na mojej talii, a drugą podtrzymywał mój kark. Złapałam jego górną wargę pomiędzy zęby i delikatnie pociągnęłam, dzięki czemu spotkałam się z cichym pomrukiem ze strony chłopaka. Po chwili odsunął się ode mnie i spojrzał w oczy. Jego tęczówki przybrały o wiele ciemniejszy i głębszy odcień. Z szaro-niebieskich zrobiły się prawie granatowe.
-Myślę, że powinienem już iść. Do zobaczenia, Blake.- Powiedział o wiele poważniej niż przed chwilą i wyszedł. Muszę przyznać. Zdziwił mnie dokładnie tak samo, co zaintrygował.

__________
Idę jak burza, wiem, wiem.
Nie wiem, kiedy pojawią się następne rozdziały. (Jak je napiszę, lmao)
Te dodałam tak szybko, bo chcę już być w spisie, sooo.
Pytań nie mam, czekam natomiast na opinie.
xoxo

Rozdział pierwszy

-Av... Nie wiem czy to dobry pomysł...- Mruknęłam, rozglądając się po ogromnym pokoju. Panował tu mrok, ale przełamany był różnokolorowymi światłami, wijącymi się od jednego kąta do drugiego kąta pokoju.- Ja nawet nie znam tego gościa!- Szepnęłam głośno do ucha blondynki.
-Nawet mnie nie wkurwiaj, Blake.- Blondynka zmierzyła mnie groźnym wzrokiem, przez co nie odezwałam się już słowem. Szłam posłusznie za nią, póki nie dotarłyśmy do grupki znajomych mojego brata.
-Ava nawet nie próbuj! Przyszłam tu z tobą, a ty uciekniesz do Liama? O nie!- Oburzyłam się i złapałam dziewczynę za rękę.
-Daj spokój! Rozluźnij się, znajdź jakiegoś przystojniaka. Wszystko będzie super!- Odparła beztrosko, a ja popatrzyłam na nią wzrokiem mordercy.- Ja idę się bawić, ty chyba też po to przyszłaś.- Wzruszyła ramionami, a ja chciałam wspomnieć, że nie zamierzałam nawet iść tutaj. Powstrzymałam się jednak i tylko wywróciłam oczami, odwracając się na pięcie i kierując w drugą stronę, wprost do tylnego wyjścia. Gdy znalazłam się już za drzwiami, a tłumy lekko podpitych nastolatków zaczęły się już przerzedzać, oparłam się o zimną ścianę i wypuściłam głośno powietrze. Podniosłam jedną nogę, kładąc stopę na ścianie i zaczęłam przeszukiwać kieszenie. Po chwili wyciągnęłam z jednej paczkę waniliowych papierosów i przeskanowałam mimowolnie ogród wzrokiem. Umieściłam szluga pomiędzy swoimi bladymi wargami i lekko zagryzłam filtr. Z innej kieszeni mojej dżinsowej kurtki wyciągnęłam zwykłą, białą zapalniczkę. Zaczęłam się nią bawić i myśleć. Nad wszystkim, albo w sumie nad niczym. Nieważne.
-Chyba zapomniałaś go podpalić.- Usłyszałam męski, aczkolwiek dość skrzeczący głos. Uniosłam wzrok, który zatrzymał się na wysokim mężczyźnie stojącym przede mną.  Włosy miał zaczesane do góry, jego był opięty białą koszulką, na którą zarzucił dżinsową katanę, podobną do mojej, tylko jaśniejsza. Na nogach miał ciemne rurki i czarne vansy. Zeskanowałam go jeszcze raz wzrokiem i skupiłam uwagę na twarzy. Oczy pochłaniały obserwatora swoim odcieniem błękitu, a usta były ułożone w zawadiackim uśmiechu. Widać było, że niedawno się golił, bo na jego policzkach nie można było zauważyć zarostu.
-Cóż za spostrzegawczość.- Odparłam ironicznie i wróciłam do kręcenia zapalniczką. Chłopak podszedł do mnie i wyrwał mi ją z palców, dokładnie się przyglądając.
-Fuck it all... Cóż za szczerość.- Przeczytał i zaśmiał się. Podniósł wzrok skanując moją twarz i zatrzymał się na ustach. Podniósł rękę i włączył zapalniczkę, zbliżając do mnie pomarańczowo-czerwony ogień. Podpalił papierosa i od razu wycofał rękę. Oddał mi moją własność i oparł się plecami o ścianę, stając w podobnej do mojej pozie. Zaciągnęłam się, czując jak mieszanka świeżego powietrza i dymu tytoniowego wypełnia moje płuca.
-Masz zamiar tu teraz tak stać i się na mnie gapić?- Powiedziałam po dłuższej chwili, marszcząc brwi i przyglądając się brunetowi.
-A co mam się nie gapić, jak masz taką śliczną buźkę?- Spytał, a ja zaczęłam się śmiać. Chłopak dołączył do mnie i ponownie zabrał głos.- To było tak okropnie żałosne.
-A no, było.- Rzuciłam resztkami śmiechu i ponownie zaciągnęłam się dymem.
-Nie jesteś za młoda na palenie? Ile ty w ogóle masz lat?- Spytał po chwili, unosząc jedną brew z zaciekawieniem.
-Nie powinno cię to obchodzić, ale siedemnaście.- Odparłam, wzruszając ramionami i wypuszczając kłębek białego dymu przed siebie.
-Skoro nie powinno mnie to obchodzić, to dlaczego mi mówisz?- Zaśmiał się, a ja przewróciłam oczami.
-Proste. Nudzi mi się, a rozmowa z tobą przynosi mi chociaż trochę rozrywki. Z łaski swojej, podziel się swoim imieniem, wiekiem, stanem zamożności, pinem do kredytowej i kluczykami od auta.- Spojrzałam z uśmiechem na bruneta, ale widząc jego przedziwną minę pospiesznie dodałam.- Wystarczą pierwsze dwie.
-Louis, dwadzieścia dwa.
-Uuu, staruszek.
-Masz zamiar wyśmiewać teraz mój wiek? Równie dobrze ja mógłbym cie nazywać dzieciakiem.- Zaoponował stanowczo.
-Wolę Blake, ale o gustach się nie dyskutuje.- Poruszyłam zabawnie brwiami, przez co oboje znowu się zaśmialiśmy.
-Nie zdradzisz mi, jak masz na imię?
-Blake powinno ci w zupełności wystarczyć.- Puściłam mu oczko i wdeptałam peta w ziemię.- Nudzi ci się tak samo jak mi?
-Możliwe, że nawet bardziej.- Odparł bez zastanowienia i wzruszył ramionami.
-Masz ochotę na coś szalonego, dziwnego, ale i trochę intrygującego?- Spytałam z cwanym uśmieszkiem, patrząc w niebieskie tęczówki chłopaka.
-Zależy. Bo jeżeli chcesz mnie porwać i więzić jako swojego niewolnika seksualnego, to nie. Chociaż, to może być całkiem interesujące.- Powiedział i parsknął śmiechem, widząc moją minę.
-Po pierwsze, FUJ. Po drugie, nie umawiam się z takimi starcami. Po trzecie, chodziło mi raczej, żeby się gdzieś przejść, na herbatkę.
-Ja jestem ciekaw, gdzie ty, do cholery, znajdziesz teraz miejsce, które jest otwarte i zagwarantuje ci w miarę ciepłą, nietrującą herbatę.- Powiedział, krzywiąc się, a ja szturchnęłam go palcem w bok.
-Przecież w tym domu musi być jakaś kuchnia, i trochę czarnej herbaty!- Powiedziałam, przewracając oczami.
-Fu, nie lubię czarnej.
-Zawsze mógłbyś pić wrzątek.- Zachichotałam cicho i złapałam chłopaka za rękę.- Po prostu chodź.

__________
Dobra, a teraz się pytam.
Jak Wam się podoba postać Elaine? Takiej ciutkę aroganckiej, niezależnej i stanowczej nastolatki?
Przez pierwsze kilka rozdziałów nic ciekawego się nie będzie dziać (jak ja zdobędę czytelników? :( ), ale w późniejszych gwarantuję Wam akcję!
Miłych wakacji, tak w ogóle! x

niedziela, 21 czerwca 2015

Prolog

   Mam na imię Elaine, uczę się w liceum, mam brata i... Nie. To brzmi okropnie.
Zacznijmy od początku.
Do Londynu przeprowadziłam się tuż po śmierci mojej mamy. Zginęła w wypadku samochodowym, bo jakiś idiota się upił i postanowił wrócić do domu autem. Cóż, aktualnie mam tylko brata i ojca. Mój tata pracuje w wojsku, dlatego często go nie ma, ale 'opiekuje' się mną starszy brat. Oczywiście, jako że mam siedemnaście lat, Ethan stwierdził, że jestem dość dużą dziewczynką i poradzę sobie sama, dlatego całe dnie jest poza domem. Nie, żeby jakoś specjalnie mi to przeszkadzało. Wręcz przeciwnie, uwielbiam takie warunki, ale czasami czuję się samotna. Nie chodzi o to, że nie mam przyjaciół. Brakuje mi iluzji prawdziwej rodziny, no wiecie. Wspólne posiłki, wakacje, wyjazdy, kłótnie i różne takie... No, ale nie można mieć wszystkiego, czyż nie?
-Blake, mówię do ciebie.- Poczułam delikatne pieczenie na przedramieniu.
-Czy ty mnie właśnie uderzyłaś?- Zwróciłam się do drobnej blondynki, siedzącej koło mnie.
-Może trochę... To tylko nieistotny szczegół! Słuchaj, dzisiaj rano, dostałam wiadomość o Liam'a!- Pisnęła i zasłoniła usta ręką, czekając na moją reakcję. Liam był jednym z najlepszych przyjaciół Ethana, a Ava totalnie się w nim zabujała.
-No i?- Mruknęła beznamiętnie patrząc się w niebieskie tęczówki przyjaciółki. Entuzjazm z jej twarzy spłynął zadziwiająco szybko, a dziewczyna patrzyła na mnie jak na idiotkę. Przewróciłam oczami i machnęłam ręką na znak, żeby kontynuowała.
-Napisał do mnie, żeby przekazać mi zaproszenie na dwudziestkę Nialla!- I znowu pisk.
-To super, ale wytłumacz mi, jaki ja mam w tym udział?
-No idziesz ze mną!- Powiedziała, jakby była to najbardziej oczywista rzecz na świecie.
-Nie ma mowy! Nie mam sukienki, nastroju i nawet nie zostałam zaproszona!
-Dobrze wiesz, że połowa osób, która się tam zjawi nie ma zaproszenia. Co do sukienki, możemy przecież wyskoczyć do centrum na zakupy i po sprawie.
-A co z nastrojem?- Burknęłam zakładając ręce pod piersiami, jak małe dziecko.
-Jesteś moją przyjaciółką! Musisz mnie wspierać na imprezie, a twoje samopoczucie gówno mnie obchodzi.
-Jak milutko...
-Ainee[1], jestem!- Krzyknął Ethan, wchodząc do salonu.
-Ile razy mam ci, kurwa, powtarzać, że masz mnie nie nazywać Ainee?- Przewróciłam oczami i zwróciłam się wzrokiem na brata.
-Dobra, dobra. Nie przeklinaj, za młoda jesteś. Idziesz na dwudziestkę Nialla?
-Nie.
-Tak.- Powiedziała Ava w ty samym momencie, co ja. Spiorunowałam ją wzrokiem
-No i super. Będę jechał na zakupy, zawieźć was gdzieś?
-Skoro idę na imprezę, to wypadałoby kupić sukienkę. Za chwilę będę gotowa.- Dokończyłam, wchodząc do swojej sypialni. Wybrałam obcisłe, zielone rurki w kolorze zgniłej zieleni, czarną bluzkę na szerokich ramiączkach i bransoletkę ze srebra z wygrawerowanym moim imieniem. Włosy tylko przeczesałam palcami i zeszłam na dół.
-Jesteś już, fajnie. Jedziemy?- Spytał po chwili mój brat, zerkając na mnie i na Avę. Obie przytaknęłyśmy głowami i ruszyłyśmy za blondynem w stronę auta.


[1] Ainee- (czyt. Ejni) Elaine nie lubi żadnego zdrobnienia do swojego imienia; nie lubi jak ktokolwiek zwraca się do niej inaczej niż Blake.

_________________________________________________________________________
Naszło mnie na pisanie, to jest!
Pomysł jest już wykonany w czterech rozdziałach a na kolejne 7 jest pomysł, więc mam nadzieję, że się spodoba.
Nie piszę nic więcej, bo niedługo pierwszy rozdział, tam będzie wszystko XD